
Na Stronach F1 Zone.pl pojawiło się tłumaczenie listu otwartego poszkodowanego w wyniku niefortunnego wypadku Stirlinga Mossa który w kilku słowach skierował się do wszystkich "moich przyjaciół [oraz tych, którzy byli na tyle mili, aby przejąć się moim losem]."
Słowem wprowadzenia wyjaśnijmy, że 80-letni Moss uległ poważnemu w skutkach wypadkowi [złamanie kostek, czterech kości śródstopia oraz uszkodzenie kręgosłupa], którego 'winowajcom' była niesprawna - otwierająca drzwi jeszcze przed pojawieniem się kabiny - winda.
Drodzy Wy Wszyscy
"Te ostatnie dni było doprawdy fantastyczne i chciałbym podziękować każdemu z Was z osobna za ciepłe słowa, życzenia i inne parafernalia.
W sobotę wieczorem przebywałem w domu z Susie, Elliotem i Helen i mieliśmy właśnie wychodzić. Zapytałem Helen czy jedzie ze mną windą, ponieważ Susie i Elliot byli na tyle rozsądni, by nie korzystać z usług mojej windy. Otworzyłem drzwi, zrobiłem krok naprzód, a będąca za mną Helen już przymierzała się by zrobić to samo, czego ostatecznie nie zrobiła. Stało się to, się stało, ponieważ winda zatrzymała się piętro wyżej, a drzwi otworzyły się - choć nie powinny - na moim piętrze.
Ciągle rozmawiam o tym z Helen, wszedłem w otwartą przestrzeń - i upadłem na sam dół szybu windy.
Ambulans przyjechał pod mieszkanie z iście wyścigową prędkością, później przekładali mnie przez serię bodaj 10 par noszy! Musiałem w końcu najwidoczniej usadowić się na właściwej, gdyż na nich zostałem zabrany do znanego mi Royal London Hospital w Whitechapel, gdzie już szykowali się z kolejnymi noszami."
Tam wykonano dobrą pracę, chcąc nieść mi pomoc, jednak nie było to miejsce, gdzie można by było przeprowadzić konieczną operację. Dlatego też w sobotę zostałem przeniesiony do Princess Grace, gdzie fantastycznie skuteczna, przemiła obsługa zrobiła, co było koniecznie.
Przybywam teraz w uroczym pokoju numer 222, a dzięki pomocy Elliota i portiera, nareszcie mam dostęp do Internetu. Nie oznacza to jednak, że będę mógł Wam przesłać to, co właśnie piszę, choć podejmę takie próby!
[...] To wszystko sprawia mi spory ból, a przecież jeśli prześledzić scenariusz tych wydarzeń, nie było w tym żadnej mojej winy.
Byłem wręcz przytłoczony troską i uprzejmością Was wszystkich. Muszę Wam powiedzieć, że leżę teraz w szpitalu, biorę głębokie oddechy. Ręce i nogi [z gipsem na stopach] mam nieco uniesione, aby zapewnić sobie maksymalną ruchliwość, jednak - gdy mówię to - nie mogę powiedzieć, że wygrałem już tę bitwę. Nie wiem też, kiedy będę w stanie wrócić do domu. Mam jednak nadzieję, że winda będzie działać, gdyż nie dam rady wjechać na wózku inwalidzkim po schodach. Być może na jakiś czas zamieszkam u Helen i Elliota...
Całe to wydarzenie naprawdę otworzyło mi oczy na uprzejmość i zainteresowanie wszystkich moich przyjaciół.
Mam nadzieję ujrzeć Was już wkrótce,
Serdeczne dzięki za wszystkie Wasze ciepłe słowa i myśli."
Ciao
Stirling Moss
żródło:http://f1.dziennik.pl/news/4405/list_otwarty_sir_stirlinga_mossa.html